czwartek, 3 września 2015

Nie chciałam mówić o tym, jak wyglądały początki mojej ciąży, bo to ciężki temat dla mnie, ciężko to przeżyłam. Powiedziałam najbliższym osobom, ale jak widać się rozniosło.
Teraz już nie jest to dla mnie takie trudne, żebym nie mogła o tym mówić. Postanowiłam się tym z wami podzielić. Może po przeczytaniu tego, co mnie spotkało kilka osób zmieni zdanie co do mojego postępowania.
Niestety musiałam was troszkę okłamać. Ale nie tylko was, bo większość mojej rodziny i znajomych.
Dowiedziałam się o ciąży robiąc test - to już wiecie. Idąc na usg, które miało potwierdzić ciążę byłam obojętna. Nawet wtedy, kiedy patrzyłam na monitor oglądając swoje... DZIECI.
Nosiłam pod sercem bliźniaki. Tak, zastawiałam się nad aborcją, to również wiecie.
Zrezygnowałam z niej, gdyż dotarło do mnie, że to zwykłe zabójstwo. Ucieczka od ,,problemu", która będzie ciągnęła się za mną całe życie. Czułabym się jak morderca po usunięciu ciąży. Nie zdecydowałam się na to.
Ale dlaczego zrezygnowałam? Dotarło do mnie to dopiero po tym, kiedy jeden maluszek od nas odszedł.
Poczułam się źle, więc poszłam do lekarza. Szybko odesłał mnie do szpitala. Kiedy przyjechałam było już za późno. Nic nie dało się zrobić. Zrobili badania. Okazało się, że drugi maluszek żyje i jest w dobrym stanie. Zostawili mnie na kilka dni, żeby potwierdzić, że drugiemu nic nie grozi. Na szczęście rozwija się prawidłowo.
Ciocia, która ma adoptować Walerię chciała adoptować bliźniaczki. Niestety... Adoptuje tylko jedną.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy co to znaczy być w ciąży, ale stracić jedno z bliźniąt. Nie zdajecie sobie sprawy co to znaczy nie kochać własnego dziecka mimo chęci i starań. Nie zdajecie sobie sprawy co to znaczy zmuszać się do czegoś i płakać po nocach z bezradności. Nie zdajecie sobie sprawy z tego, co czuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz