niedziela, 23 sierpnia 2015

Na wstępie chciałam zapytać, czy macie jakieś pomysły na notki? Mi już ich brakuje, albo sama się zniechęcam. Nie wiem o czym pisać. Mogłabym napisać o tym, co wy - czytelnicy chcielibyście czytać.
Dzisiejsza notka poświęcona będzie temu, jak wyglądało moje życie przed ciążą, zaczynając od najmłodszych lat.
Już jako dziecko w podstawówce chodziłam do klasy sportowej. Sport był moją pasją jak i trochę zmuszeniem przez rodziców. Pokochałam to dopiero w 6 klasie, kiedy zaczęłam jeździć na zawody z siatkówki. Moje życie kręciło się wokół szkoły, nauki, zajęć pozalekcyjnych i właśnie sportu. Zawody, przez które często opuszczałam szkołę były najważniejsze. Gimnazjum również wybrałam sportowe. Oprócz siatkówki doszły biegi i pływanie. W zawodach zdobywałam zawsze, a przynajmniej prawie zawsze podium. W biegach byłam najlepsza. Jako 14 latka oczywiście zaczęła być dla mnie ważna figura. Nigdy nie byłam gruba, ale też nie wybitnie chuda mimo sportu od najmłodszych lat. Bieganie i basen sprawiło, że moje ciało się umięśniło. Nie podobało mi się to. Zaczęłam się głodzić, dosłownie. Nienawidziłam siebie. Brak jedzenia +intensywne ćwiczenia nie raz zaprowadziły mnie do szpitala, z powodu wycieńczenia i odwodnienia organizmu. Podobno gimnazjum niszczy ludzi. Mnie nie zniszczyło. W gimnazjum byłam najbardziej zadowolona ze swojego charakteru mimo głodówek i przesady w ćwiczeniach. Trafiłam do liceum, które sama wybrałam. Byłam dumna, że się do niego dostałam kiedy nikt we mnie nie wierzył. Sport odszedł troszkę na boczny tor, ale nadal był obecny w mojej codzienności. Nauka niestety również odeszła. Ja, piątkowa, paskowa uczennica stałam się przeciętną dziewczyną, która nie dawała rady w liceum. Pierwsza klasa - poprawka. Nie było źle, zdałam. W drugiej zaczęły się problemy, dosłownie. Zbuntowałam się sama przeciwko sobie. Przecież niedługo będę miała 18 lat, jestem już prawie dorosła. Mogę zacząć imprezować, pić do upadłego. Nigdy tego nie robiłam jakoś przesadnie. Kluby, domówki, picie po ławkach i bramach. Spodobało mi się to, naprawdę. Czułam się jak ryba w wodzie. Trwało to do końca wakacji z drugiej, na trzecią klasę. Później trzeba było zacząć przygotowywać się do matury. Imprezy nadal trwały, ale już nie w takim stopniu, żeby chlać kilka razy w tygodniu do upadłego. Imprezy przekształciły się w domówki, czy skromne wyjścia do baru. Alkoholu było dużo, ale co innego było ważniejsze. Koniec szkoły, przyszedł czas na maturę. Wiedziałam, że zdam. Martwiłam się jedynie, że nie zdam wszystkiego. Ale później... Coś poszło nie tak. Gdzie mój okres? Poczekam, mimo strachu. Brzuch nie bolał, wszystko było dziwnie normalne, jak nie przed okresem. Postanowiłam zrobić test. Nie myliłam się - pozytywny. Później się okazało, że maturę zdałam na dobrych ocenach. Resztę już znacie.
Imprezy trwają nadal, ale już nie tak intensywne. Nie są zapijane alkoholem przeze mnie z wiadomych powodów. Brakuje mi tego jak cholera. Sportu również mimo, że się ograniczam tylko trochę. Wiem, że po ciąży do wszystkiego wracam. Jedynie nie pójdę na wymarzone studia...