W drugim poście chciałam opisać nasze początki bardziej szczegółowo. Reakcję na ciążę znacie, bo opisałam ją poprzednio, ale jak to wyglądało później?
Kiedy opadły emocje poczułam pustkę. Nikt już o tym nie mówił, nie było sensacji. Wszyscy wiedzą - rodzina, moi bliscy i nikt nie rusza tematu. Może dlatego, że nie chcą mnie ranić, może dlatego, że mają to gdzieś. To najbardziej mnie bolało. Ta obojętność ze strony otoczenia. Musiałam się prosić, zaczynać temat żeby ktokolwiek się o tym wypowiadał. Nie wiedziałam co robić, więc dobijając się nieświadomie gadałam o tym jak najęta. Tylko ciąża i ciąża, dziecko. Nic więcej w moich myślach nie było.
Przez jakiś czas starałam się zachowywać normalnie, jak gdyby nigdy nic. Szkoła, wychodzenie ze znajomymi, nawet jakieś imprezy. Nikt w dalszym ciągu nie wspominał nic o dziecku - odpowiadało mi to. Nie chciałam o tym myśleć, chciałam zapomnieć.
Nagle po rozmowie z Michałem doszło do mnie, że przecież można usunąć ciążę. Byłam jak w afekcie, nie myślałam wtedy o tym jak o morderstwie, bo tak to powinno się prawidłowo nazywać. Michał przystał na moją propozycję, mama także. Byłam szczęśliwa. ,,Twój wybór, zrób tak, żebyś była zadowolona i szczęśliwa". Coś pięknego, wtedy tak myślałam. Długie rozmowy na ten temat zajęły kilka tygodni. Kiedy emocje opadły zdałam sobie sprawę z konsekwencji. Aborcja to morderstwo, a ja zabójcą nie jestem. Nie potrafiłabym zabić swojego dziecka, niewinnego, bezbronnego człowieka, który po prostu jest. Odrzuciliśmy tą opcję definitywnie.
Teraz wiemy, że jest możliwość oddania dziecka do adopcji, gdzie będzie miało sto razy lepsze warunki do życia niż u nas. Kochających rodziców adopcyjnych, pieniądze, dom, rodzeństwo. Nie rozumiem jak ludzie mogą oceniać mnie przez pryzmat tego, że rozważam oddanie dziecka do lepszego życia. Nie jestem samolubna w tym, że chcę się go pozbyć - wręcz przeciwnie! Myślę o jego przyszłości i możliwościach. O tym, że gdzieś indziej będzie miało lepsze warunki. To jest samolubne? Bo chcę zapewnić lepsze życie swojemu dziecku? Chore podejście. Nigdzie nie napisałam, nikomu nie powiedziałam, że dziecko oddaję i koniec. Rozważam taką opcję, bo mam taką możliwość. Trudno pojąć? Po to ktoś wymyślił adopcję, żeby korzystali z tego ludzie dorośli, pewni swojej decyzji.
A teraz chciałam się podzielić z wami dziwnym odczuciem, które miało miejsce lekko ponad 30 minut temu.
Nie chciałabym budować szczęścia na ludzkiej tragedii, więc mam nadzieję, że nie zostanie to tak odebrane. Dostałam dziś link do profilu pewnej dziewczyny, której dziecko zmarło. Po przeczytaniu jej odpowiedzi poczułam dziwny, ogromny strach. Moja ręka nieświadomie od razu powędrowała w stronę brzucha - złapałam się za niego. Wystraszyłam się, co gdyby to stało się z moim dzieckiem? Ono w tym momencie ruszyło się mocniej niż zwykle. Dziwne uczucie. Czy w momencie zdałam sobie sprawę, że je kocham? Że jest moje, że żyje dzięki mnie? Może to początek naszej wspaniałej przygody? Chciałabym. Uwierzcie, że bym chciała.
Postawcie się hejterzy przez chwilę w mojej sytuacji. Chcielibyście patrzeć na swój rosnący brzuch, czuć ruchy dziecka, a go nie kochać, nie czuć z nim więzi mimo chęci? Wyobrażacie sobie, co ja w takiej sytuacji czuje? Nikomu nie życzę takich przeżyć, coś strasznego nie kochać własnego dziecka.
Może wszystko się zmieni,gdy już urodzisz dziecko?! Może poczujesz z nim ą silną więź,bezgraniczną miłość,instynkt macierzyński ? Właśnie tego Ci życzę!
OdpowiedzUsuńLudzie oceniają Cię po 1 informacji,a mianowicie,że chcesz oddać dziecko..Rozumiem,ja sama nigdy nie zdecydowałabym się na oddanie,NIGDY,ale każdy ma swoje zdanie,swój rozum i robi to o uważa za słuszne!
Tobie życzę zdrowia i tego,żeby wszystko potoczyło się po Twojej myśli! Trzymam kciuki za to,żebyś pokochała to dziecko całym serduszkiem!
Bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że te życzenia spełnią się jak idealny sen. Nie raz czytałam o bezgranicznej miłości od pierwszego wejrzenia przy porodzie. Właśnie takie coś chciałabym przeżyć.
OdpowiedzUsuń